100tka Komandosa. Poradnik dla żółwia i zająca – plik PDF do pobrania
1 – w mundurze i butach wojskowych, z plecakiem 10 kg,
2 – w mundurze i butach wojskowych, bez plecaka,
3 – 4 – 5 – w stroju sportowym.
Bieganie po pętlach ułatwia logistykę, ale jednocześnie może frustrować. Bo kilka razy wracasz w to samo miejsce, widzisz ludzi schodzących z trasy albo finiszujących kilka godzin przed Tobą („Jak oni to zrobili?!”). Zmęczenie narasta, a końca nie widać…
Najważniejsze punkty organizacyjne, które musisz zaliczyć żeby wystartować w Setce Komandosa:
Warto jeszcze przed startem znać:
Umiejscowienie etapów biegu na osi czasu pozwala zaplanować przepak, lepiej zarządzać energią i uniknąć nerwowych decyzji.
Najczęstszy błąd debiutantów to zbyt szybkie tempo na początku. Pierwsze 20–30 km Setki Komandosa nie pokazuje prawdy o Twojej formie. Pokazuje tylko, że jesteś wypoczęty. Tempo, które na początku wydaje się śmiesznie wolne, często okazuje się idealne po 50 km, a nieosiągalne na finiszu.
Noc to dla wielu najcięższy fragment Setki Komandosa. Masz na sobie mundur, 10‑kilogramowy plecak, organizm przełącza się w tryb senności, a w głowie pojawiają się pierwsze wątpliwości. To moment, w którym liczy się opanowanie. Nie zatrzymuj się bez potrzeby, bo każdy postój wychładza szybciej, niż się wydaje. Pilnuj temperatury – jeśli zaczynasz marznąć, reaguj od razu. Na obowiązkowych postojach, takich jak ważenie plecaka czy bufet, działaj sprawnie, żeby nie tracić ciepła. Gdy pojawiają się dreszcze, sztywność ruchów albo senność, zwiększ tempo marszu, dołóż warstwę lub uzupełnij kalorie. Nocny etap to gra w utrzymanie ciała w ruchu i głowy w ryzach.
Noc to także naturalny spadek koncentracji. Między 1:00 a 4:00 organizm zwalnia, tempo robi się cięższe, a głowa momentami „odpływa”. To normalne. Pomaga zastrzyk kalorii, mocniejsze światło czołówki, kilka minut szybszego marszu albo krótka rozmowa z innym zawodnikiem. Świt działa jak reset – większość ludzi odżywa, gdy zaczyna się rozjaśniać.
Pracuj mądrze z czołówką. Ustaw światło 2–3 metry przed sobą, nie pod nogami. Jeśli masz czapkę z daszkiem, obróć ją do tyłu, żeby nie rzucała cienia. Nie świeć cały czas na maksymalnej mocy – szybciej zmęczysz oczy.
Największym wrogiem nocnego etapu nie jest zimno, tylko połączenie potu i wiatru. W razie potrzeby rozpinaj mundur na podejściach, dopinaj na otwartych przestrzeniach. Nie dopuszczaj do przemoczenia warstwy przy ciele – to zemści się po kilkunastu kilometrach.
Po pierwszej 20 kilometrowej pętli w plecakiem przechodzisz przez punkt ważenia plecaka, a potem udajesz się na przepak, gdzie zostawiasz plecak. Po kolejnej pętli na przepaku przebierasz się w strój sportowy.
Dla większości wolniejszych zawodników (żółwi) etap Setki Komandosa z dozwolonym strojem sportowym zaczyna się w okolicach świtu. Najszybsi (zające) widzą słońce dopiero na ostatnich pętlach. Po przejściu do tego etapu teoretycznie robi się łatwiej – jest jaśniej, lżej i wygodniej. Ale to też czas, w którym organizm zaczyna domagać się zapłaty za nocny wysiłek. Zmęczenie i senność narasta, a błędy żywieniowe zaczynają się mścić.
Na dystansie 100 kilometrów kryzys nie jest niespodziewaną tragedią, tylko pełnoprawnym elementem biegu. Każdy go ma. Bez wyjątku. Kryzys to moment, w którym nie chcesz już biec, wszystko Cię boli i pojawiają się wątpliwości („na co mi to było”). Ale to tylko przewidywalny moment niższego morale, a nie znak, żeby schodzić z trasy. Kryzysy mijają. Rezygnacja jest trwała (i wpis DNF też).
Najlepsze strategie na kryzys:
Po biegu umyj i zdezynfekuj stopy, opatrz pęcherze. Zafunduj sobie nagrodę, na przykład zjedz to o czym marzyłeś od świtu. Nawodnij się i zadbaj o sen.
Nie wsiadaj od razu do samochodu, bo w wyniku skurczu możesz spowodować wypadek. Jak musisz od razu jechać, to uchyl okna, bo po wysiłku będziesz miał duże zapotrzebowanie na tlen.
Nie lekceważ regeneracji. Zmęczony organizm łatwiej łapie infekcje, а niezaleczone urazy mogą ciągnąć się tygodniami lub przyczaić i „eksplodować” w czasie kolejnego długiego biegu.